
Spotkałam się ostatnio
ze znajomą, która stoi przed decyzją o udaniu się do kliniki po raz pierwszy. Zadziwiło
mnie, że jedno z pierwszych zdań, jakie padło z jej ust, brzmiało: „Idę na
badania do kliniki po raz pierwszy, ale w ogóle nie jestem do tego przekonana.
Poczytałam sporo o tym in vitro i chyba bym się nie zdecydowała, wolałabym
jednak, by cały proces przebiegł naturalnie. Nie wiem, po co w ogóle dałam się
namówić na tę wizytę”. Na moją delikatną sugestię, że leczenie niepłodności
wcale nie jest jednoznaczne z przeprowadzeniem in vitro i że ta metoda to
pewnego rodzaju ostateczność, zareagowała słowy: „No wiem, jest jeszcze ta..
insenimacja czy inseminacja czy jakoś tak. O tym też czytałam i na to jeszcze
bym się zgodziła”.
W tej rozmowie
przeraziły mnie dwie rzeczy – po pierwsze jak niewielka jest wiedza o
niepłodności wśród osób, których ona rzeczywiście dotyczy. Po drugie,
potwierdziła się moja obserwacja – dla wielu osób walka z niepłodnością
jednoznacznie kojarzy się z in vitro. Zupełnie niesłusznie!
In vitro to tylko jedna
z metod walki z niepłodnością, najczęściej zresztą ostateczna. Lekarze po to
wykonują badania, by móc dobrać odpowiednią metodę postępowania i leczenia.
Oprócz in vitro istnieją jeszcze tzw. metody wspomaganego rozrodu, leczenie
chirurgiczne, hormonalne
i farmakologiczne. Dobór odpowiedniego leczenia zależy od przyczyny problemów –
każdy przypadek należy rozpatrywać osobno. Decyzja o pójściu do kliniki
leczenia niepłodności wcale nie musi oznaczać, że będziecie musieli poddać się
in vitro i nie ma innej drogi. Lekarze
w takich klinikach to specjaliści, którzy doradzą Wam najlepszy sposób postępowania
wiele lepiej, niż zwykły ginekolog.
Rządowy program
dofinansowania in vitro nie zakłada wspomagania tych par, które są leczone
w inny sposób, niż in vitro. Dlatego zanim zaczniecie starać się o uczestnictwo
w programie upewnijcie się, że w Waszym przypadku in vitro jest jedynym
wyjściem.
Pozdrawiam,
Majka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz